Od nauczania po legendarne zawody buggy

Wszystko zaczęło się od motocykla

– Tom, wszyscy znają cię jako entuzjastę techniki, więc jak doszło do tej pasji?

– Myślę, że technika jest w sercu każdego człowieka i prędzej czy później sama się zapowiada. Moje spotkanie z nią zaczęło się od motocykla, który kupiłem, gdy miałem 16 lat. Oczywiście nie było to tym, co wszyscy sobie teraz wyobrażamy, ale wciąż była to wielka wolność, wielka pasja, by naprawiać się i ulepszać. Z motocyklem rozpoczął się wyścig amatorski. Potem pojawiły się quady, samochody i ostatecznie pojawiły się buggy. A po latach pasji i chęci rywalizacji okazuje się, że dopiero rośnie.

Technika jest sercem każdego mężczyzny i prędzej czy później zapowiada się.

– Ale technika to dla ciebie nie tylko hobby, ale i praca jednocześnie. Wydaje się, że otacza cię wszędzie.

– Tak, technologia jest wszędzie i zawsze ze mną. Po ukończeniu studiów studiowałem inżynierię mechaniczną, a później inżynierię transportu. Dziś prowadzę moduły inżynierii transportu w Kowno Technical College: konstrukcja motocykla, konstrukcja ciężarówki, projektowanie usług. Więc kiedy patrzę wstecz, ta technika i inżynieria wciąż są ze mną i zajmują większość mojego życia.

– Powrót do sportów motorowych. Powiedziałeś, że twoją największą pasją są dziś wózki. Co ich tak urzekło?

– Buggy to pojazd, który po przejechaniu sprawia, że ​​chce się siadać za kierownicą raz za razem. Od razu poczułem, że tego szukałem od wielu lat. Sama technika też jest bardzo ciekawa. Fajnie też, że fanów tego sportu jest coraz więcej. Wspaniale jest też przekazać studentom KTK swoje doświadczenie w zawodach inżynierskich. Konferencje stają się o wiele ciekawsze, gdy można podzielić się prawdziwym doświadczeniem rywalizacji.

– Ale jazda dla zabawy ci nie wystarczała. Adotas & KTK Racing Team istnieje już od kilku lat. Jak powstał zespół?

– Wszystko zaczęło się ponad dwa lata temu. Mój dobry przyjaciel Andrius Dotas również podziwiał buggy. Cały czas o tym rozmawialiśmy, marzyliśmy o wzięciu udziału w zawodach. Andrew był prawdopodobnie większym entuzjastą i poruszył ten problem. Tak narodził się zespół. Dziś liczy pięciu członków, z których trzech to studenci i absolwenci KTK.

Kiedy pojawiła się drużyna, musieli zacząć rywalizować. W zeszłym sezonie braliśmy udział w Mistrzostwach Litwy Off-Road BAJA, gdzie zajęliśmy 12 miejsce. Trudno przewidzieć, jakie będzie to miejsce w tym roku, ale chcielibyśmy poprawić wyniki. Uczestniczyliśmy również w międzynarodowych zawodach, w tym legendarnym Fenix ​​Rally w Tunezji.

Zdjęcie organizatorów

Ponad 2 tys. mile pustyni

– Wspomniałeś o rajdzie Fenix. Jest również nazywany Petit Dakar. Czy możesz nam powiedzieć więcej o tym, co sprawia, że ​​jest tak wyjątkowy?

– Tak, to prawdziwy legendarny rajd dla wszystkich poszukiwaczy przygód. Rajd odbywa się w Tunezji na Saharze i trwa tydzień. W tym roku pokonaliśmy z zespołem ponad 2 tys. km. Pojechaliśmy tam po raz pierwszy i wszystko zobaczyliśmy na własne oczy. Trudno nawet opisać uczucia, które nas ogarnęły, gdy zobaczyliśmy wydmy Sahary.

Za pierwszym razem, gdy wyjeżdżasz i nawet nie wiesz, co robić – tam, gdzie skręcasz, jest pustynia. Orientacja tylko zgodnie z książką drogową, twarzą do lotnego piasku.

– Kiedy narodził się pomysł, aby pojechać na ten rajd i jak długo trwały przygotowania?

– Pomysł pojawił się kilka lat temu, kiedy zaczęliśmy szerzej badać. Przygotowania rozpoczęliśmy ponad pół roku temu. Zorganizowaliśmy logistykę i przygotowaliśmy sprzęt. Materiał trzeba było ponownie wybrać, zrecenzować, bo na pustyni nie ma miejsca na błędy. Jeśli coś dzieje się na pustyni lub coś, za czym tęsknisz podczas przygotowywania w domu, jest to mało prawdopodobne.

Pracowaliśmy w pięcioosobowych grupach, więc musieliśmy podzielić pracę, podzielić się zadaniami i wykonać je perfekcyjnie. Oczywiście wymagało to dużego wysiłku i środków finansowych. Trzeba było jeszcze transportować sprzęt i przechowywać dokumenty. Ale wszystko to zostaje zapomniane, gdy tylko znajdziesz się na pustyni i zobaczysz jej piękno.

– Jak oceniasz ten rajd i uzyskane wyniki?

– W naszej klasie było ponad 50 uczestników i w ostatecznym rankingu zajęliśmy 6 miejsce. Myślę, że wynik jest naprawdę dobry, choć mogło być trochę lepiej. Jesteśmy jednak bardzo usatysfakcjonowani i zastrzegamy sobie pole do rozwoju.

W końcu nie wolno nam zapominać, że wszyscy przyjeżdżają tu tylko po to, aby pokonać pustynię, spróbować swoich sił i spróbować techniki, a jeśli wszystko pójdzie dobrze, to już dążysz do rezultatu. Wielu uczestników płakało, tłumaczyło i nie szło na odległość. Konkurencja jest bardzo wymagająca i zupełnie inna od tego, do czego jesteśmy tutaj przyzwyczajeni. Dlatego jesteśmy bardzo szczęśliwi, że udało nam się osiągnąć wszystko, co sobie wyznaczyliśmy i patrzymy w przyszłość.

– Jakie były najtrudniejsze momenty rajdu?

– Wyzwań było sporo. Mimo to przejechaliśmy kilka tysięcy kilometrów, a organizatorzy wyścigu naprawdę starali się nie nudzić. Każdy dzień był inny.

Najbardziej zaskoczyła mnie sama pustynia. Patrzysz i widzisz wydmy, drabiny, drabiny, małe, małe i duże. Dlatego ważne było, aby nie pomylić się patrząc na roadbook. Był dręczony przez upał, ale nie był wystarczająco duży, by sobie z tym poradzić.

Oczywiście codzienna rutyna była męcząca: nasz dzień zaczynał się o 6 rano i trwał do 22, a nawet dłużej. Rano poszliśmy obejrzeć sprzęt, następnie sprawdzić pozycje startowe i czasy. Dotarcie do pozycji wyjściowej zajęło godzinę. Na pustyni spędziliśmy do 6 godzin. Po powrocie sprawdziliśmy sprzęt i od razu musieliśmy przeczytać roadbook na następny dzień. O godzinie 21 odbyło się jeszcze godzinne spotkanie organizatorów, po którym kładziesz się spać. Więc po siedmiu dniach z rzędu byliśmy naprawdę zmęczeni.

– Sukces w konkursie to dużo. Towarzyszyła ci?

– Można powiedzieć, że towarzyszył. Choć oczywiście niepowodzeń nie da się uniknąć, to zarówno drugiego, jak i trzeciego dnia zdarzały się. Chyba najbardziej bolesna przerwa nastąpiła trzeciego dnia rajdu, kiedy zatrzymaliśmy się 2 kilometry przed metą. Widzisz linię mety, ale nie możesz jej dobiec… Nie będziesz pchał buggy po piasku i nikt nie będzie chciał cię zatrzymywać i ciągnąć, bo wszyscy marnują cenny czas.

Pomogli nam jednak Litwini, którzy nas popychali. Jesteśmy im bardzo wdzięczni za pomoc.

– A co się stało z buggy?

Po prostu nie wytrzymały przedniej i tylnej osi. Ale kiedy wróciliśmy, zrozumieliśmy wszystko. Oczywiście od tego czasu baliśmy się, że coś nie pójdzie nie tak i że nie przestaniemy, ale wszystko dobrze się skończyło.

– Tom, jaki jest następny krok? Jakie cele wyznaczasz?

– Ten rok poświęciliśmy na zbieranie i ulepszanie informacji. Weźmiemy udział w zawodach na Litwie, a za miesiąc pojedziemy do Polski, do której już się przygotowujemy. Oczywiście zobaczycie nas ponownie na Fenix ​​Rally w przyszłym roku.

– Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w konkursie!


Danielle Currey

"Zły ewangelista zombie. Bacon maven. Fanatyk alkoholu. Myśliciel chcący. Przedsiębiorca."

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.