Strefa spadkowa, latające pięści: atak chuliganów na polski „Bayern”

Strefa spadkowa, pięści na wietrze
Chuligański atak na polski „Bayern”

Tomasz Dudek

Legia Warszawa to polski Bayern Monachium. Ale rekordziści stolicy Polski w tym sezonie pogrążają się w chaosie. Rezultatem jest strefa spadkowa i chuligani pokonujący zawodowców. W weekendy chowają się w zespole.

Powrót z przegranej gry nie należy do przyjemnych. Atmosfera jest zła, gracze milczą, niektórzy mogą nawet krytykować kolegów. Czasem nawet dwugodzinna jazda autobusem, jak te, z którymi w niedzielę zmierzyła się Legia Warszawa po przegranej 1:0 z rywalkami ligi Wisły Płock, może zamienić się w niekończącą się podróż.

Ale dla zawodowców Legii podróż autobusem z Płocka również zamieniła się w podróż koszmarną. Wyjazd, w którym zawodnicy prestiżowego klubu stolicy Polski zapewne cieszyli się, że przeżyli stosunkowo bez szwanku. Bo rozgniewani kibice, jeśli można ich tak nazwać, spowodowali mimowolny postój tuż przed „Centrum Szkoleniowym Legii” w Książenicach, podwarszawskiej miejscowości. Wpadli do autobusu i użyli pięści, aby pokazać graczom, jak czuli się na boisku. To sprawiło, że portal informacyjny w niedzielę wieczorem ”Wnętrze„Publiczny.

Od tego czasu do opinii publicznej dociera coraz więcej szczegółów na temat nowego skandalu w polskim futbolu. W rezultacie rozgniewani chuligani Legii podobno podzielili się na dwie grupy. Jedna czekała przed ośrodkiem szkoleniowym, druga grupa goniła autobus. Najciężej ranni w tym incydencie byli zagraniczni profesjonaliści Mahir Emreli, Rafa Lopes i Luquinhas, których głowy musiały być chłodzone okładami z lodu, według doniesień medialnych. Emreli i Luquinhas zostali również wypuszczeni przez lekarza zespołu na ostatnie mecze roku w tym tygodniu. Do tej pory nikt nie wie, dlaczego to trio zostało tak mocno uderzone. I być może liczba ofiar byłaby jeszcze większa, gdyby policja nie odwiedziła już miejsca zbrodni. A kiedy jesteś z policją: Według oficjalne oświadczenie stowarzyszenia, które zostało opublikowane zaledwie kilka godzin po incydencie, autobus był podobno eskortowany przez policję.

Eksportuj udanych chuliganów

Takie incydenty nie są niczym nowym w polskiej piłce nożnej, której chuligani są prawdopodobnie drugim najbardziej znanym sukcesem eksportowym po napastniku Bayernu, Robercie Lewandowskim. A już na pewno nie w Legii Warszawa. Żyleta to jeden z najbardziej znanych zakrętów w Europie. W 2011 roku, na rok przed Mistrzostwami Europy, których gospodarzami są wspólnie Polska i Ukraina, na czołówki gazet na całym świecie pojawił się kapo Legii Piotr „Staruch” Staruchowicz. Po przegranej 2-3 u siebie z Ruchem Chorzów spoliczkował przed kamerami zawodowca Legii Jakuba Rzeźniczaka. Prawy obrońca był później tak zastraszony, że twierdził na kolejnym procesie, że nie wiedział, kto uderzył go w twarz. Jednak cztery lata temu chuligani Legii czekali, aż drużynowy autobus da drużynie kilka „klepnięć” w tył głowy po przegranej z rywalami Lechem Poznań. Jednak w porównaniu z niedzielnymi wydarzeniami incydent miał miejsce sprzed czterech lat według świadków oba zdarzenia mogły być nieszkodliwe.

Kibice Borussii Dortmund mogą też uśpić prawdziwy lament nad kibicami Legii. Podczas gościnnego występu Ligi Mistrzów w Warszawie w 2016 roku z trybun słychać było nie tylko „Jude, Jude BVB”. Widzowie w całej Europie widzieli, jak chuligani Legii próbowali szturmować blok Dortmundu. Ale to nie miałoby nic wspólnego z nienawiścią czy niechęcią do klubu Zagłębia Ruhry. Podobno twardy rdzeń „Żylety”, z których część ma powiązania z przestępczością zorganizowaną, chciał szantażować zarząd Legii o udział w przychodach ze sprzedaży artykułów fanowskich.

Niesamowity wypadek

Tym razem jednak wydarzenia to coś więcej niż tylko wybuch przemocy ze strony chuliganów Legii. Stanowią raczej dołek sportowo fatalnego sezonu dla „najlepszego klubu piłkarskiego w Polsce”, jak chwali się Legia w mediach społecznościowych. Dzięki rozegranym do tej pory 16 ligowym meczom, „Bayern Monachium Polski” odniósł tylko cztery zwycięstwa. . Gry. Pozostałe 12 meczów zostało przegranych. Tym samym klub, który w ciągu ostatnich 10 lat zdobył siedem tytułów mistrzowskich i sześć pucharowych, zajmuje niechlubne ostatnie miejsce w tabeli. Nawet dwa znaczące zwycięstwa, które Legia świętowała w Lidze Europy w tym sezonie ze Spartakiem Moskwa i Leicester City nie są pocieszeniem.

Ale zbyt łatwo byłoby przypisać ten sezon horroru chuliganom lub po prostu pechowi. Wręcz przeciwnie, ten dramatyczny spadek to efekt nieudanej przez lata polityki klubowej, na której skupia się właściciel klubu Dariusz Mioduski. Od marca 2017 roku biznesmen jest jedynym właścicielem tradycyjnego klubu założonego w 1916 roku. Doprowadziło to do uspokojenia w zarządzaniu klubem, ale jednocześnie do spadku umiejętności zawodowych. .

23 trenerów w 21 lat

Bo Mioduski bardziej odpowiada frazesowi bogatego biznesmena, który się angażuje, ale nie ma pojęcia o piłce nożnej. Według portalu „Transfermarkt.de” klub podpisał ponad 50 nowych zawodników od czasu przejęcia wyłącznej odpowiedzialności w 2017 roku. Nie uwzględniono młodych zawodników, którzy awansowali do profesjonalnej drużyny. W efekcie liczba odlotów mieści się w tym samym przedziale. A jeśli chodzi o coaching, w Legii panują wahania, wobec których nawet prezes Hannoveru Martin Kind wydaje się wielkim przyjacielem konsekwencji. Niemal w każdym sezonie klub rozpoczynał nowy start na ławce trenerskiej, który czasami kończył się już po kilku tygodniach.

Ale Mioduski kontynuował pewną smutną tradycję. Aleksandar Vuković, nowy trener stołecznego klubu od wczoraj i trzeci w tym sezonie, jest 23. trenerem Legii w ciągu ostatnich 21 lat. Co jest w tym przypadku tanim rozwiązaniem dla Legii. Serb, który przez osiem lat grał w Legii, nadal jest na liście płac klubu. Vuković został zwolniony dopiero we wrześniu 2020 roku po roku jako główny trener i od tego czasu nie znalazł nowej pracy.

Jest już pewne, że Vuković będzie musiał opuścić krzesło latem przyszłego roku. Poszukiwany trener Marek Papszun nie zapewnił uwolnienia Rakowa Tschenstochau. Ale to, czy ktoś był przesłuchiwany, jest dyskusyjne. Według mediów zdobywcy pucharów z poprzedniego sezonu nie otrzymali odpowiedniej prośby z Warszawy. Co pasowałoby tylko do klubu, który coraz bardziej pogrąża się w chaosie.

Howell Nelson

„Typowy komunikator. Irytująco skromny fan Twittera. Miłośnik zombie. Subtelnie czarujący fanatyk sieci. Gracz. Profesjonalny entuzjasta piwa”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.