Uchodźcy afgańscy: utknęli między Białorusią a Polską

Do: 09.10.2021 17:19

Afgańscy uchodźcy czekają na pograniczu polsko-białoruskim od około miesiąca, nie mogąc się ruszyć ani do przodu, ani do tyłu. W wywiadzie opisują swoją sytuację jako dramatyczną, mówią o głodzie i słabości.

Olaf Bock, ARD Studio Warszawa, Bamdad Esmaili i Isabel Schayani (WDR)

To niekończący się dramat. 32 Afgańczycy utknęli na granicy polsko-białoruskiej od prawie półtora miesiąca. Dla nich nie ma ani więcej, ani powrotu. Strona polska nie wpuszcza ich i mówi o nielegalnej migracji. Od tygodni przedstawiciele organizacji humanitarnych i polskiej opozycji apelują o przynajmniej rewizję potrzeby ochrony tych ludzi. Urzędnicy ONZ skarżyli się ostatnio, że do tej pory tak się nie stało.

Ostatni krok, rząd polski ogłosił stan wyjątkowy w rejonie przygranicznym – z trzykilometrową strefą wyłączenia. Od tego czasu ani asystentom, ani przedstawicielom mediów nie wolno było zbliżać się do granicy. Ale teraz istnieje również zagrożenie dla zdrowia ludzi, którzy utknęli między Białorusią a Polską.

W nocy jest już bardzo zimno i ludzie muszą spać na zewnątrz; wydaje się, że osiągnęli kres swoich sił. Do WDR udało się nawiązać kontakt telefoniczny z jednym z poszkodowanych Afgańczyków. Mężczyzna, który podobno nazywa się Abdul Ali, powiedział cicho, że jest z innymi uchodźcami – powiedział, że jest 27 mężczyzn i pięć kobiet. Najmłodszy ma 15 lat.

„Białoruś daje nam tylko tyle, żebyśmy nie umarli”

WDR: Gdzie dokładnie jesteś i jak się masz?

Abdul Ali: Jesteśmy między granicami Polski i Białorusi około 32 lub 33 dni. To bardzo źle. W pierwszych dniach przyjechali ludzie z Polski, chyba z ONZ, którzy próbowali nas wywieźć. Ale to nie zadziałało. Przynieśli nam rzeczy, ale dla 32 osób to za mało. Przestali to robić.

Teraz już z nami nie rozmawiają, nie odpowiadają, kiedy z nimi rozmawiamy. Wtedy pomoc przyszła z ONZ ze strony białoruskiej. Dali nam ciastka, wołowinę i wodę. Były to bardzo małe porcje. Podzieliliśmy to, żeby starczyło na kilka dni. Teraz raz dziennie dostajemy 500 gramowe opakowanie pszenicy dla 32 osób. Gotujemy na wodzie. Woda jest daleko. Przefiltrujemy to chusteczką. Białoruś daje nam tylko tyle, żebyśmy nie zginęli. Jest zimno i robimy się coraz bardziej chorzy. Całe moje ciało boli.

WDR: Czy byłeś kiedyś na polskiej ziemi?

Abdul Ali: Byliśmy już 10, 20 kilometrów dalej na polskiej ziemi, potem nas tu przywieźli. Powiedzieliśmy, że prosimy o azyl. Byli urzędnicy i prawnicy oraz przedstawiciele ONZ, którzy przynieśli namioty. I wypełniliśmy formularze. Byli z nami kilka dni. Ale teraz wokół nas zbudowano ludzką barierę ochronną. Teraz przed nami polscy żołnierze, za nami białoruscy.

Nie wiemy, co się stanie, nie mamy informacji. Nie wiemy też, co jest prawdą, a co nie. Nie mamy już nadziei. Prosimy Europę: pomóż nam! Nie możemy ani iść naprzód, ani się wycofać. Bez względu na to, jaki kraj gościmy, nie mogliśmy zostać w Afganistanie. Wiesz, jak Talibowie traktują ludzi. Każdy tutaj ma powód, dla którego jego życie jest zagrożone. Jedźmy proszę do innego kraju. Nie mamy ani chleba, ani wody. Nie mamy nic. Proszę, niech rząd polski nas wysłucha.

Polski rząd oskarża Białoruś

Polski rząd oskarża białoruskiego przywódcę Aleksandra Łukaszenkę o celowe sprowadzanie ludzi do granicy z sąsiednim krajem. Nielegalni migranci z krajów takich jak Irak czy Afganistan próbowali nielegalnie przekroczyć zieloną granicę do Polski. Mimo całej krytyki Polska trzyma się twardości i zamknięcia. Z drutem kolczastym, pogranicznikami i żołnierzami.

Minister spraw wewnętrznych Mariusz Kamiński uzasadnia ten środek: „Nie pozwolimy, aby Polska stała się kolejną drogą masowego wprowadzania nielegalnych migrantów do Unii Europejskiej. Nie pozwolimy na bezpieczeństwo naszych obywateli, w szczególności naszych obywateli mieszkających na granicy z Białoruś jest w niebezpieczeństwie”.

Przejście tutaj powinno być niemożliwe: Polska od sierpnia zamyka drutem kolczastym granicę z Białorusią.

Zdjęcie: Reuters

Powstaje ogrodzenie z drutu kolczastego o wysokości dwóch i pół metra

Granica z Białorusią musi stać się nieprzepuszczalna. Dlatego wzdłuż 400-kilometrowej granicy z Białorusią powstaje dwuipółmetrowe ogrodzenie z drutu kolczastego. Według własnych oświadczeń, tylko w sierpniu organy ochrony granic zapobiegły kilku tysiącom nielegalnych przekroczeń granicznych.

Polska opozycja, która pomogła zorganizować demonstrację przed polskim parlamentem, jest oburzona, że ​​nawet Afgańczykom nie pomaga. Franciszek Sterczewski z Koalicji Obywatelskiej powiedział, że to „wielki wstyd dla naszego państwa, że ​​nie jesteśmy w stanie pomóc 32 Afgańczykom, którzy są nielegalnie więzieni w tym obozie granicznym”.

Gdy dostęp do granicy był jeszcze możliwy, Sterczewski przebywał w okolicy przez kilka dni. Według niego również miały miejsce nielegalne „wywozy”, czyli deportacje migrantów, którzy już przybyli z Polski na Białoruś.

Od tej chwili takie obserwacje nie byłyby już możliwe, ponieważ obszar przygraniczny jest w stanie wyjątkowym. W tej chwili prawdopodobnie oznacza to, że nie ma również perspektyw na pomoc dla pozostawionych Afgańczyków – choć w tej chwili jest to pilnie potrzebne.

Dowody systematycznych odmów w Polsce

Jan Pallokat, ARD Warszawa, 10.09.2021 17:51

Howell Nelson

„Typowy komunikator. Irytująco skromny fan Twittera. Miłośnik zombie. Subtelnie czarujący fanatyk sieci. Gracz. Profesjonalny entuzjasta piwa”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.