Uciekając z Łukaszenki do Wilna, olimpijczyk musiał teraz uciekać przed okropnościami wojny na Ukrainie | Sporty

36-letni białoruski pływak, który w swojej karierze zdobył trzy medale olimpijskie w 2020 roku. Wyjechał z ojczyzny w październiku, kiedy Aleksander Łukaszenko siłą stłumił protesty wolnościowe w Mińsku i innych białoruskich miastach, a sportowiec, który nie zdecydował się milczeć, był zagrożony więzieniem, jak to się stało z wieloma innymi sportowcami w kraju.

Mówiąc głośno o prześladowaniach w swoim rodzinnym kraju, A. Gerasimenija objął kierownictwo Białoruskiego Funduszu Solidarności Sportowej, którego celem jest wspieranie sportowców w kraju, którzy znaleźli się w ucisku i represjonowaniu władz.

Po opuszczeniu Białorusi pływak przez krótki czas przebywał w Wilnie i ostatecznie wybudował nowy dom w Kijowie. Ale nie na długo.

Podobnie jak miliony innych, Geraimenija została rozerwana przez okupującą armię rosyjską, która przekroczyła granicę ukraińską.

„Ranek 24 lutego nie zaczął się od kawy. Mąż obudził mnie o 7 rano mówiąc, że zaczęła się wojna, Białorusin napisał na Facebooku. – Siły rosyjskie wkroczyły na terytorium Ukrainy i Kiżów, podobnie jak wiele innych miast, został zestrzelony. Wyciszyliśmy syrenę alarmową…

Narażeni na adrenalinę zaczęliśmy wybierać przedmioty. Strach, panika, tysiące pytań kłębiły się w mojej głowie: co dalej, gdzie jechać, gdzie bezpieczniej?

Po kilku godzinach panika minęła, przyszedł zdrowy rozsądek. Teraz setki tysięcy Ukraińców próbują opuścić miasto, jest ono całkowicie zablokowane, kilometry korków są prawdziwymi celami w całym Kijowie, więc postanowiliśmy zostać w mieście.

Miasto nadal żyło swoim życiem. Owszem, w sklepach i bankomatach były ogromne kolejki, ale pary spacerowały po ulicach, piły kawę, matki na wózkach inwalidzkich i dzieci szły na place zabaw. Ale wszyscy obserwowali niebo, a samoloty wojskowe leciały przez pół godziny i czekały na kolejną syrenę.

Dzień był dość spokojny, udało nam się spakować walizki, kupić jedzenie, wypłacić pieniądze. A potem nadeszła noc. Najdłuższe w moim życiu…

Ponieważ naloty odbywały się w nocy, postanowiliśmy spać w naszych ubraniach, aby nie przegapić syreny. Puls wzrósł do 180, myśli zgasły, a strach przed rodziną kłócił się, a ja byłam gotowa w każdej chwili złapać moje dziecko i ukryć się. Nie dawał mi spać i wątpię, czy ktokolwiek spał tej nocy. Zwłaszcza, gdy w oddali słychać było odgłosy eksplozji.

Potem, po kilku dniach wojny, wielu nie zwracało już uwagi na syreny i ostrzał, wielu reagowało spokojnie i stopniowo przesuwało się w stronę kryjówek. Ludzie przyzwyczajają się do wszystkiego, ale rano zobaczyliśmy, że rosyjskie czołgi są 30 km od Kijowa, spakowaliśmy nasze samochody i odjechały. »

Z mężem, olimpijskim pływakiem Jaugenem Curkinem, córką i matką A. Geraimenija odbyli 12-godzinną podróż do granicy polsko-ukraińskiej.

„Nie było łatwo opuścić miasto” – kontynuował Białorusin. – Byliśmy też w pobliżu Irpen, gdzie walki już się rozpoczęły. Ale nie chciałem też jeździć po całym mieście, gdzie moglibyśmy tkwić w korku na długie godziny.

Ruch uliczny poruszał się bardzo wolno, a sprzęt wojskowy cały czas jechał w przeciwnym kierunku. W pobliżu usłyszeliśmy strzały. Gdy przechodziliśmy przez lotnisko wojskowe, kilkaset metrów dalej słychać było odgłosy eksplozji.

Pamiętam, jak Sofia (córka A.Gerasimenii – red. Past.) zapytała: co to jest? Cisza przyćmiła wnętrze maszyny na pół minuty, więc szczerze mówiąc nie wiedziałam, co powiedzieć trzylatkowi w takiej sytuacji. Babcia pierwsza wpadła na pomysł, że to grzmot, a dziecko jej uwierzyło. Wspominając ten moment, nadal żal mi tych dzieci, które były i będą dotknięte tą wojną. Ile stresu przeżywa dziecko na wojnie, a czasem nie ma rodzica – to trauma na całe życie…

Od czasu do czasu pojawiały się nadjeżdżające samochody, gdy jechaliśmy na przeciwległym pasie. Na początku było okropne, gdy inne samochody wjeżdżały do ​​twojego w pełni załadowanego samochodu z dzieckiem, zwłaszcza gdy co pięć mil dochodziło do wypadków, które tylko powiększały korek.

Ale po pierwszych eksplozjach zdaliśmy sobie sprawę, że dużo bardziej niebezpiecznie jest utknąć w korku i stać się celem innych ciosów, więc przejechaliśmy kilkadziesiąt kilometrów przeciwnym pasem.

Moim głównym zadaniem było znalezienie drogi, podążanie tam, gdzie są siły rosyjskie i znalezienie najbezpieczniejszej drogi. W sumie do granicy jechaliśmy 12 godzin i wygląda na to, że na 20 kilometrach jesteśmy prawie bezpieczni, ale nasza przygoda dopiero się zaczęła.

20 kilometrów od granicy nasza nawigacja postanowiła przekroczyć szosę i zabrać nas na szutrową drogę. Przez około 10 minut jechaliśmy przez opuszczone miejsca, gdzie nie było świateł ani samochodów. Kiedy zobaczyliśmy przed sobą rowy, zdaliśmy sobie sprawę, że coś jest nie tak. Po przejściu kilku piaskownic zdecydowaliśmy, że musimy się cofnąć. Kiedy wróciliśmy, minęliśmy opuszczony cmentarz i po ocenieniu wszystkiego było strasznie. »

Jednak pływaczka i jej rodzina w końcu dotarli do Polski, a ostatecznie do Warszawy, choć musiała spędzić półtora dnia na granicy, donosi Reuters.

„Biegamy od dłuższego czasu. Najlepszą częścią społeczeństwa są ci, którzy opuścili Białoruś i ci, którzy nie zgadzali się z tym, co się stało po wyborach prezydenckich. Rozmawialiśmy o przemocy i odważnie wyrażaliśmy nasze stanowisko” – powiedział Gerasimenija.

Fot. Łukasz Kwiecień / 15min / Aliaksandra Gerasimenija

Pływał półtora roku temu 15 minut Powiedział, że będzie starał się o zawieszenie członkostwa Białorusi w Komitecie Olimpijskim od Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) i zezwoli białoruskim sportowcom na udział w igrzyskach w Tokio tylko dla uzyskania neutralnego statusu.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Białoruska gwiazda sportu: O tym, o co walczy w Wilnie, strach w ojczyźnie i R. Meilutytė

Teraz to samo stanowisko zajmuje A. Gerasimenija. Popiera decyzję wielu federacji sportowych o zawieszeniu Białorusi, ale nie zgadza się z celem całkowitego wykluczenia Białorusinów z międzynarodowych zawodów sportowych. Uważa, że ​​powinni mieć możliwość konkurowania bez reprezentowania swojego kraju.

„Scanpix” nr/Aliaksandra Gerasimenija

Według Białorusi ona i wielu innych sportowców w tym kraju sami próbowali zadać cios białoruskiemu reżimowi, a teraz widzą tych, którzy walczyli z reżimem Łukaszenki, a sam reżim jest często zdezorientowany.

„Półtora roku temu to my walczyliśmy o nasze prawa, naszą wolność. Wezwaliśmy do pomocy Europejczyków, Amerykanów i wszystkich na Ukrainie. Ostrzegaliśmy, że Łukaszenka jest bardzo niebezpieczny” – powiedział Gerasimijaya. „A teraz wydaje się, że nic się wtedy nie wydarzyło. Nie ma różnicy między tymi, którzy popierają Łukaszenkę, a tymi, którzy z nim walczą”.

Howell Nelson

„Typowy komunikator. Irytująco skromny fan Twittera. Miłośnik zombie. Subtelnie czarujący fanatyk sieci. Gracz. Profesjonalny entuzjasta piwa”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.